Wiadomość

Ostrzeżenie przed niecertyfikowanymi ziołami: lekcja z tragicznych zatruć w Nigerii

ług informacji opublikowanych przez nigeryjski dziennik Punch Newspapers, władze stanu Ondo wystosowały oficjalne ostrzeżenie przed spożywaniem niecertyfikowanych mikstur ziołowych oraz substancji…

Ostrzeżenie przed niecertyfikowanymi ziołami: lekcja z tragicznych zatruć w Nigerii

ług informacji opublikowanych przez nigeryjski dziennik Punch Newspapers, władze stanu Ondo wystosowały oficjalne ostrzeżenie przed spożywaniem niecertyfikowanych mikstur ziołowych oraz substancji, których bezpieczeństwo dla zdrowia nie zostało potwierdzone. Bezpośrednim powodem było zdarzenie w okręgu Odigbo, w którym — jak donoszą lokalne media — odnotowano przypadki śmiertelne powiązane najpierw z toksycznym alkoholem ziołowym, a w szerszej dyskusji również z nieuregulowanymi produktami ziołowymi. Dla nas, którzy na co dzień pracujemy z fitoterapią, ta historia jest ważnym przypomnieniem, że nawet sprawdzona roślina w niewłaściwych rękach i bez kontroli jakości może stać się zagrożeniem.

Skala zdarzenia i reakcja służb

Jak relacjonuje Independent.ng, stanowy komisarz ds. zdrowia Banji Ajaka poinformował podczas konferencji prasowej w Akure o uruchomieniu pogotowia oraz szpitali w dotkniętych społecznościach Odigbo i Araromi Obu. Do szpitali w Araromi Obu i Ore trafiły osoby z objawami zatrucia, a laboratoria pobrały próbki biologiczne i środowiskowe — ich wyniki nie zostały jeszcze upublicznione. Równolegle komisarz ds. informacji Idowu Ajanaku podkreślił, że władze prowadzą dochodzenie, i zaapelował do mieszkańców, by nie rozprzestrzeniali niepotwierdzonych informacji mogących wywołać panikę.

W komunikacie zapowiedziano także powołanie Rady ds. Praktyki Medycyny Alternatywnej, która ma zająć się rejestrowaniem lokalnych zielarzy i kontrolą obrotu preparatami. Ajaka wyraził to obrazowo — nie można twierdzić, że dana roślina leczy malarię, nie wiedząc jednocześnie, czy nie uszkodzi nerek. To zdanie dobrze oddaje dylemat, z którym mierzą się dziś wszystkie kraje, w których ziołolecznictwo wciąż funkcjonuje poza oficjalnym nadzorem.

Czego ta historia uczy nas o ziołach w codziennej praktyce

W mojej praktyce fitoterapeuty regularnie spotykam się z pytaniami pacjentów, którzy kupują ziołowe preparaty na targu, od znajomych lub z niepewnych stron internetowych, nie zastanawiając się nad ich składem. To zrozumiałe, bo zaufanie do natury idzie w parze z nadzieją na łagodniejsze leczenie, warto jednak pamiętać, że ta sama roślina w jednej partii może zawierać cenne substancje czynne, a w innej — toksyny pleśniowe, pozostałości pestycydów albo domieszki innych gatunków. Zdarzenie z Odigbo jest tego dramatyczną, odległą ilustracją.

Dlatego jeszcze przed zakupem zwracam uwagę na trzy elementy, które łatwo samodzielnie zweryfikować. Po pierwsze — standaryzacja, czyli konkretna informacja o zawartości substancji czynnych w porcji dziennej, wyrażona w miligramach lub procentach. Po drugie — numer partii oraz pełna nazwa i adres producenta, które pozwolą Ci zapytać o wyniki badań. Po trzecie — certyfikat niezależnego laboratorium albo znak jakości uznanej instytucji. Preparat bez tych trzech informacji traktuję nie jak zaproszenie do terapii, lecz jak zaproszenie do ryzyka.

Pięć minut dla własnego bezpieczeństwa

Często słyszę opinię, że skoro coś jest naturalne, to nie może szkodzić. To jeden z najczęstszych i najgroźniejszych mitów, z którymi pracuję na co dzień. Roślina łagodząca kaszel w wyższym stężeniu może podrażniać wątrobę, zioło uspokajające w połączeniu z lekami kardiologicznymi może nasilić ich działanie, a preparaty odchudzające z niejasnego źródła bywają zanieczyszczone metalami ciężkimi. Warto zrozumieć, że fitoterapia to dyscyplina precyzyjna — nie unikamy certyfikowanych produktów dlatego, że nie ufamy naturze, lecz dlatego, że szanujemy ją na tyle, by pytać o jej czystość.

Jeśli po przeczytaniu tej informacji chcesz zrobić krótki przegląd domowej apteczki ziołowej, poświęć na to pięć minut: odłóż każdy preparat, sprawdź datę ważności, numer partii i producenta, a te bez etykiety po prostu wyrzuć. A jeśli przyjmujesz leki na stałe, porozmawiaj ze swoim fitoterapeutą lub farmaceutą, zanim dołączysz nowy ekstrakt. Takie proste nawyki pozwalają czerpać z dobrodziejstw roślin bez narażania się na to, co wydarzyło się w Odigbo.